Pinkpop

Published by Duch Tułaczki on czw., 08/23/2012 - 11:46 in

Tags 

festiwal, muzyka
Festiwalowa przyczepka

Jak sama nazwa wskazuje, to festiwal popowy z dodatkiem różowego pierwiastka humoru. Kolor ten jest symbolem tej trzydniowej imprezy, niemal jak pomarańczowe barwy rodu Oranje-Nassau. Dlaczego łączę rodzinę królewską Holandii z Pinkpop? Gdyż festiwal odbywa się na ich włościach, a dokładnie w Megaland, Schaesberg, przy granicy niemiecko-belgijskiej. Miejscowość jest równie łatwo zapamiętać jak datę kiedy się odbywa festiwal, gdyż jest to zawsze weekend z niedzielą Piędziesiątnicy - Zesłania Ducha Świętego.

Jest to niewątpliwie jeden z powodów dla których warto uczęszczać na lekcje religii!

Spotkanie fanów dobrej muzyki trwa od soboty do poniedziałku włącznie. Pole namiotowe jest czynne od piątku do wtorku, więc nie musimy rozkładać obozu w wielkim pośpiechu. Jak już zapoznaliście się z textem o Lowlands to wiecie, że sanitariaty będą w nieskazitelnym stanie, a wejście na pole namiotowe obłożone jest limitem na wnoszenie trunków alkoholowych. Komunikacja jest bardzo dobrze zorganizowana, aczkolwiek parking jest płatny w wysokości kilku euro - niezależnie od długości postoju.

Jest to jeden z najdłużej działających festiwali w Europie. Jego działalność rozpoczeła się w 1970 roku i do dnia dnia dzisiejszego przyciągneła około 1,5 miliona widzów jak również ponad 500 artystów. Wymienianie ich zamieniłoby się w przepisywanie zespołów z list przebojów z poszczególnych lat. Może liczba osób, które odwiedziły festiwalowe progi nie imponuje, to należy dodac że pojemność obiektów to ok. 60 000 miejsc. Artyści mają do dyspozycji 3 sceny, pomiędzy którymi możemy się szybko i sprawnie przemieszczać, dzięki temu mamy wiele czasu, siły i ochoty do obcowania z muzyką! Od kilku lat stacja radiowa 3FM jest patronem jak i sponsorem festiwalu, co gwarantuje ciekawe zabawy i konkursy w czasie tej kilkudniowej imprezy.

Na terenie miasteczka namiotowego są ustawione dodatkowe namioty dla amatorów nocnego biesiadowania. Za konsoletami stoi zazwyczaj czołówka DJ z krajów beneluxu, więc możemy być pewni dobrych dżingli! Będąc w tej muzycznej przestrzeni odrywamy się w zupełności od rzeczywistości i nasze ciała wypełniają różne dźwięki. Raz delikatnie nęcąc nas po podniebieniu, by zaraz nieść razem z tłumem skaczącym w rytm Smells like teen spirit. Moc gardeł i butów uderzających o drewnianą podłogę wzniecają wibracje, przechodzące po naszym ciele powodując gęsią skórkę i niewidzialną więź z innymi uczestnikami, którzy razem z nami giną za mgłą rzeczywistości.

Jak się znaleźć na tym festiwalu i nie tracić zbyt wielu dni na urlop oraz odbyć podróż w miarę komfortowo? Nic trudnego i polecam każdej osobie, chcącej spędzić niezapomniany weekend! Przede wszystkim należy zarezerwować bilet lotniczy u jednego z tanich przewoźników, którzy akurat latają do Dortmundu, Dusseldorf-Weeze, Frankfurt-Hahn lub Eindhoven. Następnie wynająć samochód (wygodniej i szybciej) lub skorzystać z połączeń kolejowych by dojechać do Landgraaf. Niezależnie od wybranego lotniska czas dojazdu to 2 lub 3 godziny. Podróżując w ten sposób możemy wyruszyć w sobotę rano z Polski, by wieczorem bawić się przy Elbow oraz Coldplay. Podobnie jest z powrotem, gdzie w naszym przypadku udało się zarezerwować poranny lot z Dortmundu do Polski już we wtorek następnego dnia po festiwalu. Wszystko mieliśmy idealnie zaplanowane logistycznie, zaskoczyła nas jedynie dostępność lotniska, które było otwierane dopiero w okolicach 5 rano. Nocleg na stacji benzynowej w aucie był niezapomniany! Wszystkie niedogodności wynagrodził niezapomniany końcowy koncert ekspertów od porywania publiki - Foo Fighters, okraszony widokiem tęczy zaraz przy głównej scenie.

Moim wielkim subiektywnym odkryciem festiwalowym był nieznany w Polsce australijski zespół, o ciekawej nazwie Wolfmother. Jak wynika z oficjalnej strony www tego zespołu, nie mieli jeszcze okazji grać w kraju nad Wisłą - miejmy nadzieję, że szybko się to zmieni! Najbardziej rozpoznawalna piosenka Woman, za którą dostali statuetkę Grammy, całkowicie zelektryzowała publikę. Zespół prezentuje styl zbliżony do nurtu z lat 60tych i 70tych jak Led Zeppelin czy Black Sabbath. Innym ciekawym doświadczeniem był pokaz mocy deadmau5. Warto dodać, że został on uznany za najlepszego artystę w kategorii Electo House w 2010 roku, po tym jak zaprezentował się na ceremonii otwarcia zimowych Igrzysk Olimpijskich w Vancouver. Te rekomendacje nie mogły zawieźć, powodując niemal zniszczenie namiotu Converse Stage. Absolutny brak miejsca, trudności z oddychaniem i niesamowite wizualizacje w rytm muzyki nadały temu przedstawieniu wyborny klimat!

Podsumowując, jest to bardzo ciekawy festiwal, z jednej strony kameralny, ze względu na małą ilość scen, co sprzyja poznawaniu nowych zespołów. Z drugiej natomiast,line-up gwarantuje nam dobrą zabawę. Odległość nie powinna nas odstraszać i przy tylko 2 dniach urlopu jesteśmy w stanie uzupełnić nasze muzyczne baterie na kolejne miesiące.

 

Odnośniki